42.


Link 26.03.2009 :: 23:45 Komentuj (109)
Dzień dobry blogerowianie,

1) Wstęp
Jestem ojcem Fattie . Nie włamałem się na tego bloga , chociaż pewnie bym se poradził jakoś. Nie piszę tak gładko jak moja Córka, bo ona ma talent , a ja mam styl drwala. Ograniczam się do pisania zawodowo raportów w punktach... Pewnie na tym blogu uchodzę za czarny charakter conajmniej. Jednak zostałem obdarzony wielkim zaufaniem ze strony Fattie czym mi ona imponuje. Otóż Fattie potrzebuje ogromnego wsparcia. Jej odchudzanie przeszło w anoreksję i to oficjalnie stwierdzoną. Swoją pracą i wytrwałością dosięgnęła gwiazdy , tyle że owa gwiazda to czarna dziura. Teraz trzeba uciekać na bezpieczną pozycję. Fattie sądzi , że już nikt nie będzie chciał pisać na tym blogu, bo przecież to dotyczy odchudzania (słowo w istocie błędne bo oznacza pozbycie się chudości czyli tycie), a ona musi przytyć do 55kg. Tego właśnie się krępowała.

2) Głupi ojciec , głupia matka, głupi dziadek i sąsiadka ...
Jak zaczęło się odchudzanie wszyscy w domu i znajomi byli pełni podziwu co do wytrwałości w osiąganiu celu. Początkowo dieta nie była bardzo rygorystyczna. Stopniowo zaczęły się pojawiać syndromy złego. Niby niewinne, dokładniejsze ważenie posiłków, początkowa deklaracją że osiągnę 50kg dostała info „potem zobaczymy” . Miarka „łyżeczka” została zastąpiona wagą. Dieta stała się rygorystycznie 1000kcal, a i rosła wiedza co ile ma kalorii. Na przełomie roku wszyscy w domu byli coraz bardziej przerażeni. W końcu zaczęło się kombinowanie jak tu nie zjeść w weekend obiadu z rodzicami. Nawet ustalona została granica 49kg , chociaż przy wizji lokalne wyszło , że to zdecydowanie za mało.Czas mija a my pędzimy coraz szybciej do „horyzontu zdarzeń”. Tak naprawdę czuliśmy , że konieczna jest interwencja , zanim do dziury wpadniemy.

3) BMI uważajcie !
Negocjowanie wagi pewnie by nic nie dało. Sam przyznaję się , że wiozłem wskaźnik BMI jako wyznacznik wagi. Co prawda nie pasował mi do końca, ale jakiś jest. Bo na mój inżynierski łeb ktoś kto ma duży kinol będzie zawsze miał większe BMI od takiego z małym noskiem. Prawda? Chyba wszyscy mamy różne zadki i różne kości ? Więc nie ufajcie mu. Spójrzcie na szerokość nadgarstka np. , a jak się to ma do BMI ? Nijak. Może by się przydał współczynnik korekcyjny ?.

4) Przebieg
Poniedziałek 0:15 → Fattie idzie się myć, ja włączam przestawienie partycji na kompie.
1:00 → Fattie zamyka się w „norze” , ja idę do kompa. Czekam aż komp skończy.
1:30 → Coś się zakrztusiło i jęło. Strzyżę uszami.
1:34 → Coś się krztusi , jęczy i porykuje. Idę sprawdzić . Pukam. Wchodzę. Dziwo światło zgaszone. Pytam się nic ci nie jest ? Odp. Jęk + porykiwanie. Zapalam światło. Widzę nieprzytomnego człowieka, rozszerzone źrenice , obłęd w oczach. Poduszka pokrwawiona, + wymioty. Zero kontaktu. Wstaje matka, brak kontaktu. Podejrzenie nr 1 niedocukrzenie. Wzywamy pogotowie. Próba nawiązania kontaktu, jakiś bełkot nieswoim głosem , brak sensu w odpowiedziach.
1:45 → Przyjeżdża pogotowie Zero kontaktu. Cukier w normie. Podejrzenie na pewno coś brała , naćpana. Ja , że nie. Alkohol wykluczony.
1:55 → znoszę do karetki.
2:08 → w karetce rzyganko. Łapać , rzygi do wora. Może coś w nich będzie.
2:15 → Izba przyjęć . Werdykt naćpanie. Ja, że nie. Powrót świadomości trochę.
2:25 → Atak drgawkowy na wózku. Ustaje po 2-3 min. Odlot totalny. Na stół. Rzuca się i kopie. Pobieranie krwi, walka z kroplówka, uśpić „zwierza”. Budzę znajomą koleżankę czy coś może wie.
3:15 → 10% kumania , sikanie próba na dragi: negatywna. EKG. podejrzane.
4:00 → Na odział ogólny.
4:15 → Lądowanie na korytarzu, badanie, pierwsze diagnozy, zaburzony elektrolit , wychudzenie, za wolna praca serca . Śpi. Ja nie.
11:00 → Przebudzenie, przestawienie do sali.
16:00 → Pierwsze odnotowane relacje z wydarzeń przez Fattie.

Wtorek, środa, czwartek → badania i diagnoza; wycieńczenie , anoreksja .

5) Co się stało ?
Z parowozów wiadomo , że jak nie sypiesz do kotła to nie jedziesz . Prawda ?. Fattie dostaje „żółtą kartkę” jak wiadomo 2-a jest czerwona.
Decyzja lekarzy min 55kg (rożnych różnistych obcych i dziadka chirurga) + wszelkie inne stosowne leczenie. Ja zbieram opr , że się ociągałem, i słusznie.

6) Kto widział syndromy już wcześniej : rodzice, rodzice koleżanek, koleżanki , które przyszły z odwiedzinami (dzięki wielkie za wsparcie), wf-fistka. Ba się okazuje że, blogerzy również. I co najdziwniejsze FATTIE.

7)Co dalej. Potrzebujemy wsparcia od wszystkich przyjaciół. Fajnie, będzie wiadomo who is who. W końcu jest choroba, i jak każdą trzeba leczyć. Dokładne pomiary pokazały wagę 48,5kg i to już za mało. Niestety waga domowa się myliła (chyba skutek lutowania czujnika). Fattie osiągnęła cel 20kg, ale teraz trzeba zmykać z niebezpiecznych obszarów. Czarne dziury nie znikają a rosną jak wiadomo. Z każdym połkniętym obiektem rośnie średnica horyzontu zdarzeń.


Coś od Fattie : Powiedziała że miała zamiar zamieścić na blogu zdjęcie jak przekroczy 50kg. I oto ono.

Tu podaj tekst alternatywny



41.


Link 21.03.2009 :: 20:11 Komentuj (11)
Nno. Przeżyłam.
Cały ten tydzień to było jakieś istne szaleństwo – spałam nie więcej niż 3 h dziennie, miałam mordercze treningi ( ałaaa, moje naciągnięte mięcho w udzie! ), krwiożercza polonistka powróciła po chorobie z żądzą mordu, dobry Boże, straszne. Wczoraj, czułam się jak taki kapeć, że tylko czekałam aż zemdleję – ale nie zemdlałam, bo jestem cyborgiem. Zamiast tego poszłam się rozciągać, haha.
Teram będzie chwilowo luźniej, 3 dni rekolekcji, kucia co prawda od cholery, ale WYŚPIĘ SIĘ.

Dzisiaj mija 81 dzień mojej diety. Ha, to nowy rekord. Najwięcej wytrzymałam bez bindża jedynie 78. Do setki już niewiele, huhuhu! A tak dla przypomnienia: jeśli zawalę przed setką, pozrywam sobie paznokcie u nóg w ramach kary, więc lepiej, żebym wytrzymała, bo, jak się okazuje, niesamowicie jestem do nich przywiązana.

A teraz mniej radośnie: cały tydzień trzęsło mnie z głodu, latałam po domu w dwóch polarkach, opatulona kocem jak kokonem i, tralala, schudłam 0,1 kilo. Wnioski: ŻAŁOŚĆ, proszę państwa, ŻAŁOŚĆ nie odchudzanie. Oto ja, mistrzowska-kurwa-Fattie.
Nigdy nie dojdę do tej czwórki. Mam ochotę zacząć jeść mniej, ale NIE, bo jebane supermeny węszą ( i halucynują ) ze wzmożoną aktywnością. O proszę, teraz już czepiają się mnie nie tylko rodzice moi, rodzice inni, przyjaciele, znajomi, ale i nauczyciele! Całkiem zabawowo.
Kurwa.
Ojciec powtarza mi, że jestem odrażająco brzydka jakieś sto razy dziennie. Że chce mu się rzygać na mój widok.
Spokojnie tatusiu, mnie też się chce.
I na mój, i na twój także.

Tylko w tobie, tylko w tobie mam już sojusznika.
I muszę jutro wybić z domu na czas rodzinnego obiadu. Sic.
Tylko w tobie, moja cynamonowa herbato z Almy.


40.


Link 13.03.2009 :: 22:47 Komentuj (13)
Prawda jest taka, że pewnie znowu mam jakieś urojenia.
Prawda jest taka, że jesteś przepitym, zdziczałym draniem i jełopem bez moralności.
Prawda jest taka, że jesteś gwałcicielem.




Prawda jest taka, że ciągnie mnie do ciebie jak muchę do gówna.
I to wcale nie jest dobry znak.


39.


Link 10.03.2009 :: 23:51 Komentuj (5)
A dzisiaj śnił mi się napad. Jadłam jakieś czekoladki, a potem batoniki z marcepana. Prawdziwy koszmar. Wiedziałam, że mi nie wolno, wiedziałam, że zwaliłam i czułam straszny wstyd. To było u babci, siedziałam i tylko zastanawiałam się, jak to wszystko wyrzygać.

Pomyślałam dzisiaj o napadzie po raz pierwszy od dawna. W ogóle nie mam na niego ochoty. Inaczej – mam, na żarcie, na czekoladę, na nugat i krakersy z twarożkiem ( !!! ), pizzę, bułki, zwykłe bułki w ilościach hurtowych, do napchania, michałki, krówki i dumle... Ale wiem, że to złe. Odraża mnie sama myśl o jedzeniu jakiejkolwiek z tych rzeczy. Bo nie wolno. Bo potem wyprułabym sobie żołądek.
Zawiodłabym siebie. Przegrała.

Czy ja jeszcze w ogóle potrafię bindżować? Tak na trzeźwo, z przyzwoleniem. Tak, dziś mi wszystko jedno. Tak, dziś był ciężki dzień. Tak, idę się napchać, bo od trzech miesięcy brzuch mam pełny tylko od herbat.
Nie potrafię. Moja blokada jest zbyt silna.
Boję się nawet nadprogramowej kostki gorzkiej czekolady. Oblizać umorusanego masą truflową palca. Małej landrynki.

I naprawdę nie wiem, czy tu chodzi o bycie robotem,
czy o bycie chorym.


38.


Link 08.03.2009 :: 22:25 Komentuj (19)
Waga: 50.6 kg. ( swoją drogą, to prześmieszne, że można chudnąć tak wolno )
Tak więc umowy z ojcem nie złamałam, a wpierdol dostałam i tak. Teraz jestem ciężko wyklętą anorektyczką i podlegam ciągłej kontroli, jak również ciągłemu gnojeniu, bo jak coś jest głupie, to gnoić trzeba. Ojciec radośnie oświadczył mi, iż uważa się za nieudacznika, bo wszyscy muszą mieć normalne, kochające dzieci, tylko jemu ( bidulka! ) musiało się jak zwykle trafić jakieś pojebane. Wywód ten zakończył informacją, iż tylko czeka aż zdechnę i dam mu wreszcie spokój, joł rikicziki bum bum.
A teraz namiętnie mi powtarza, że przecież to dla mojego dobra, bo on jest moim przyjacielem, hoho!

Słodko. W domu mam taki poligon, że z frustracji, na koncercie wyjadałam stos fajek za 6.25 i śmierdzę nimi teraz do tej pory.


Nadmiar siły do życia
Przerost woli istnienia
Przestrzeń pełna zachwytu
Nieobecność cierpienia

Straty nie do pokrycia
Oddalenie zbawienia
Nadmiar siły do życia
Przerost woli istnienia!


Tego mi było trzeba.
Choć tonę w gównie – przeżyję.

Pozostały już tylko brzydkie dziewczyny, mają nogi porośnięte włosami...
Prawda jest taka, że nie goliłam nóg od dwóch tygodni. x)

A dziś nie rozciągnę się, mimo najszczerszych chęci. Mam, dyskretnie mówiąc, TAKĄ sraczkę, że nie ma nawet mowy o jakimkolwiek ruchu.
Boże, jestem błaznem losu. Czerwona papryka, argh! To już jest tragizm, kiedy ulubione warzywo robi ci z jelit bombę atomową.

I wyspałam się. Porządnie. Jedenaście godzin. ( będą mi potrzebne w tym tygodniu, oj będą! )



37.


Link 06.03.2009 :: 22:45 Komentuj (8)
A jutro - wielkie wydarzenie rodzinne. Ojciec będzie mnie ważył. Jeśli będzie choć gram mniej niż 49.0 kg, delikatnie rzecz ujmując, MAM WPIERDOL. Wpierdol i całkowite pozbawienie wolności. Za złamanie Umowy z ojcem, swoją drogą na mnie wymuszonej, i za brak mózgu. Głównie za to.
Cała sprawa mocno mnie niepokoi. Nie to, że jakieś głodówki, nie, nie!, Boże broń, ale dietę trzymałam przez cały czas, choć mocno wyszczerbioną brakiem ćwiczeń, nie ważyłam się od bodaj trzech tygodni i nie mam zielonego pojęcia czymże mnie ta waga perfidna może zaskoczyć. Biorąc pod uwagę moje tempo chudnięcia, nie spodziewam się wyniku mniejszego niż 50kg. Ale, różnie to bywało.
Cholera, jakbym to mało miała problemów, grr.

Jutro, jutro, gdy już wygrzebię się spod sterty książek nastąpi ta wytęskniona chwila zapomnienia. ( nie mylić z chwilą odpoczynku ) Roguc, uwolnij mnie! Zagrajcie Ekhart!

A tak w ogóle, to zamiast pierdolić, mogłabym się zabrać za wypełnianie mojej dwunastotodosowej listy obowiązków na dziś, hahaha.

36.


Link 05.03.2009 :: 23:02 Komentuj (8)


Nie je, nie śpi,
tylko herbaty pije,
a chodzi i żyje.


Chodzi i tyje chyba.

A to niesamowicie mnie przeraża. Boję się chodzić spać.
Nie chcę ich znowu spotkać.





Ja już naprawdę dłużej nie wytrzymam.


35.


Link 01.03.2009 :: 21:05 Komentuj (4)
Z troski robi się więzienie. Ja wiem, że chcecie dobrze.
Ale ja się Was boję.
I teraz nie ma już miejsca, w którym mogłabym przestać się bać.



Stnad up, stand up!
Don't give up the fight!


Następnym razem po prostu kupię Ci bilet.

34.


Link 27.02.2009 :: 22:47 Komentuj (7)
Dzieje się coś dziwnego. Coś złego. I wcale nie jest mi dobrze.

Dziś trzy osoby błagały mnie, żebym przestała się odchudzać. Nie chudnij, nie chudnij już, sretetetete. Ojciec wyliczył mi bmi i niezbyt go zadowolił wynik. Martwi się. Troszczy. Wszyscy się martwią, troszczą i mnie irytują. Martwić to się należy tym, że plecak mam dziurawy, bo jest tak ciężki, że się drze. Tym, że magnez już cały wyjadłam. Tym, że Hortex nie dodaje już groszku cukrowego do brokuł(ów? – hahaha, vivat, klasa dziennikarska! ), kiedy ja wielką mam chęć na ów groszek. Że jestem skrajnie zmęczona i nie mam już sił dłużej. Że muszę mieć ich dwa razy więcej. Że ACI nie rozumiem. Że ćwiczyć nie mam czasu. Że nie wiem, gdzie dorwać wymarzoną herbatę. Że chcę jagodowe papierosy, na które mnie nie stać. A od jedzenia, odchudzania – wara.

Wszyscy się martwią. Tylko...

You don’t care about us.

Ty się nie martwisz. Ty, jedyna osoba na czyjej trosce mi zależy.
Zapomniałeś? O nieczynnym przystanku 78 głuchą nocą? O codziennym wracaniu razem aż do pasów, albo dłużej? Godzinach sterczenia przed moja klatką i pieprzenia o wszystkim, co nieistotne i bardzo ważne?
Zapomniałeś, że jesteś moim przyjacielem?
Nie chcesz już dłużej być moim przyjacielem?

To będzie pierwszy koncert HS bez Ciebie. Nie. Bez ciebie.
A teraz właśnie załzawiam klawiaturę. I ty się nie martwisz.

You don’t care about us!

Śmieszne.
Bo ja naprawdę wierzyłam, że jesteś moim Aniołem Stróżem.









Mam bardzo głupie myśli.


33.


Link 25.02.2009 :: 23:30 Komentuj (11)
Wiecie co mnie wkurza najbardziej?

Mogę sobie być tym Mocarzem, mogę mieć tą moją Silną Wolę i Upór Ze Stali*, mogę mieć to Nastawienie pt. Prędzej Zginę** Niż Czegoś Nie Zrobię, mogę sobie być Silna i Zdyscyplinowana***, ale jednego mi brakuje.

Ja nie mam talentu. Żadnego.

Nie potrafię śpiewać, tańczyć, pisać, grać w tenisa, wymiatać na gitarze, malować... Zachwycać. A tylko to się liczy. Taki świat.

NIE MAM ŻADNEJ WARTOŚCI. A na targu niewolników opchnęliby mnie za garść fasoli.

No bo co ja potrafię? Wymienić kaloryczność wszystkich mrożonek Hortexu? Coś kulawo narysować, jeśli jest łatwe i jeśli się na patrzę na pierwowzór? Piec najlepszego murzynka i imbirowe herbatniki? Wypić 9 litrów herbaty w ciągu dnia? Doprawić sos czterema łyżkami stołowymi chilli, papryki ostrej i pieprzu czarnego, a potem go zjeść i nie umrzeć? Zrobić minę tak groźną, że sam Konan Barbarzyńca by się mnie bał?
Co ja potrafię?

Nic.

I to mnie boli.



* Która Do Śmierci Cię Doprowadzi, Ew. Do Choroby Psychicznej - dodatek matki
** Szczera prawda, zero ironii, pewnego dnia zdechnę od tego wszytskiego. Pewien dzień nadejdzie bardzo prędko, jeśli dalej tak pójdzie.
*** HAHAHAHAHA!






KSIĘGA:

add
look

LINKI:

Nie jestem głodna
Pickup
Malomowna
Spode
Toksyczna
Suicide is sexy
Counting them down
Bayleaf


ARCHIWUM:

2017
luty
styczeń
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008

FATTIE:

Duże ciało, duże, ambicje, duże marzenia. Nie tylko o chudości. I duża potrzeba wyzwolenia.
Z zasady niespełniona.

Fanatyczna wielbicielka muzyki, książek, mangi&anime i podroży.
Kiedyś zwiedzi cały świat.


It’s the first day
of the rest of your life.


Diety dzień 81.

Waga początkowa: 69kg

1. 65kg – 15.08.08
BMI: 23.59
2. 62kg – 27.09.8
BMI: 22.50
3. 60kg – 18.10.08
BMI: 21.77
4. 58kg – 22.11.08
BMI: 21.05
5. 55kg - 27.12.08
BMI: 19.96
6. 52kg - 14.02.09
BMI: 18.87
7. 50kg

A potem zobaczymy.



Don’t fuck it up.




Szablon zrobiłam
ja